Wielu rzeczom przestałam się już dziwić. Świat jest jaki jest, a jaki jest każdy widzi. Nie jest to raj, a ludzie to nie anioły. Jednak są zjawiska, które nigdy chyba nie przestaną mnie zadziwiać.
Niepojęte jest dla mnie, jak wielką potęgą emanuje kłamstwo. I to nie takie drobne, niewinne minięcie się z prawdą, ale aroganckie i chamskie, wydawałoby się czytelne i oczywiste. Mechanizm jest prosty jak budowa cepa: jeśli dostatecznie często powtórzy się jakąkolwiek bzdurę, ludzie w końcu w nią uwierzą, na przekór logice, zdrowemu rozsądkowi i własnemu doświadczeniu.
To ogromnie rozczarowujące, bo w konsekwencji, na samym końcu nie liczą się fakty, zasługi, przymioty wszelakie, ale zwykły lans. To ogromnie rozczarowujące, bo dotyczy nie jakiegoś ciemnego luda, ale często ludzi inteligentnych i oczytanych. To ogromnie rozczarowujące, bo odbiera motywację, żeby się starać, doskonalić, być przyzwoitym i prawdomównym. To ogromnie rozczarowujące, bo zwyczajnie nie ma na to żadnej rady - trzeba się z tym pogodzić i już. Nawet w dekalogu nie ma przykazania: nie kłam. Widocznie sam Bóg pogodził się z faktem, że to nakaz nie do spełnienia.