Magda była wcześniakiem, urodziła się za wcześnie. Walczyła, jak każdy wcześniak, o życie w szpitalu. Świat przywitał ją bólem kłutych rączek, szorstką opieką przypadkowych pielęgniarek, niedojrzałością układu nerwowego i pokarmowego. Określenie "niedojrzałość" brzmi niewinnie, ale tak naprawdę polega na tym, że mała istotka zmaga się z wyzwaniami, do których nie jest przygotowana: słyszy "za głośno", razi ją światło, boli brzuszek z jedzenia, którego nie potrafi trawić tak dobrze, jak urodzone o czasie noworodki. Tę walkę o życie wygrała.
Odeszła za wcześnie, nawet nie wiadomo jak. Zwyczajnie - była, a potem już nie. Dane jej było pół roku życia. Tyle, żeby zacząć się nim cieszyć. Półroczne dziecko poznaje swoich opiekunów, jest ufne, lubi żeby je przytulać i bawić się z nim. Mam nadzieję, że jej krótkie życie było dobre. Bo śmierć nie była.
Pisząc tę notkę chciałabym żebyś, choć przez chwilę poświęconą na jej przeczytanie, pomyślał o Madzi w czasie, gdy uwaga wszystkich krąży, przyjaźnie lub wrogo, nad jej rodzicami. Tyle się jej od nas należy. Bo przecież była.