Psychologia do codziennego użytku. Zaufaj, przeczytaj, wykorzystaj lub nie.

Wpisy z tagiem: podwójna natura

niedziela, 06 listopada 2011

Pytanie o to, czy zmiany w funkcjonowaniu człowieka są możliwe i na ile, jest w przypadku psychoterapii zasadnicze. Pojawiło się ono zresztą w komentarzach z poprzednich notek, dlatego postaram się mu poświęcić trochę czasu. Samo pytanie jest proste, choć odpowiedź już nie.

Dziś o zmianach niepożądanych, radykalnych i zaskakujących. Pewnie trafiają się także stopniowe, błogosławione i korzystne, ale takie z reguły nie trafiają do terapii :)

Niepokojące przeobrażenia zazwyczaj komunikowane są przez pacjentów słowami: "ale przecież on taki nie był!" Świadek (ofiara) przemiany zapewnia o niej gwałtownie, bardzo emocjonalnie, jakby z obawą, że terapeuta nie uwierzy. Może zresztą sam siebie chce przekonać, bo trudno mu w to uwierzyć, że człowiek jest w stanie zmienić się aż tak bardzo? No i jak to się stało, że dobry, czuły, kochający partner z czasem staje się brutalny, chamski, arogancki i bezduszny?

Zaistnienie faktu przemiany prowokuje w pierwszym rzędzie poszukiwanie czynników zewnętrznych, które mogłyby potencjalnie okaleczać i często takie są. Ale nie zawsze. Bywa, na szczęście stosunkowo rzadko, że zmiana dokonuje się w obrębie osobowości pozornie bez przyczyny i sprawia, że bliski dotąd człowiek staje się niezrozumiały, obcy.

Czemu tak się dzieje? Brak jest jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Zresztą w terapii tak już jest, że każdy przypadek jest inny i należy go rozpatrywać indywidualnie, niemniej wszyscy podlegamy także pewnym wspólnym prawom i procesom. Jaki jest ten wspólny mianownik dla obcych?

Na swój własny użytek nazwałam go syndromem rottweilera. Będąc wierna przekonaniu, że trzon osobowości jest w miarę stały przez całe życie (dziedziczenie, także to społeczne, jest przerażająco determinujące) uważam, że obcy zawsze nosił w sobie zalążki np. brutalności, chamstwa, arogancji i bezduszności, ale nie ujawniał ich tak długo (są przecież mocno potępiane społecznie), jak długo obawiał się dotkliwej kary. Jeśli przypadkowo posłużył się tymi cechami raz i przekonał, jak bardzo są mu wygodne i że nie spotkał się z żadnymi dotkliwymi konsekwencjami, z czasem będzie powtarzał je coraz częściej. Rottweiler podobno może być przyjaznym i niegroźnym psem, póki nie poczuje po raz pierwszy smaku krwi.Wtedy staje się realnie niebezpieczny.

Obcy jest tym genetycznym sobą w zdecydowanej mierze tylko wobec pewnej kategorii ludzi - nie zaryzykuje przecież utraty akceptacji społecznej. Są to niestety najczęściej ludzie najbliżsi, których dramat jest podwójny: z jednej strony cierpią z powodu samej natury obcego, z drugiej - cierpią w niezrozumieniu przez otoczenie, bo to przecież "taki miły człowiek". Najgorzej sprawy się mają, kiedy obcy pokazuje swoje obce oblicze tylko jednej osobie. Czy wiesz, jak to jest, kiedy nikt ci nie wierzy?

Nie mam doświadczeń w pracy z obcymi. Pewnie nikt nie ma. Nie leży w ich interesie jakakolwiek zmiana zachowania. Zresztą, jak pokazuje doświadczenie, gdyby chcieli je faktycznie zmienić, zrobiliby to, bo potrafią. Widziałam jednak nie raz samotność, rozpacz, strach i bezradność partnera obcego, jego społeczne osaczenie, coraz mniejszą stabilność emocjonalną, co zawsze działa na niekorzyść osoby krzywdzonej. To ofiara obcego się leczy, to z nią jest "coś nie tak". Dopóki świadomość lekarzy, sędziów, policji, ale i zwykłych ludzi będzie na takim poziomie, na jakim jest, partnerowi obcego nie pozostaje nic poza ucieczką.



| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi


stat4u