Psychologia do codziennego użytku. Zaufaj, przeczytaj, wykorzystaj lub nie.

Wpisy z tagiem: człowiek

środa, 23 listopada 2011

Gdyby zadać pytanie, czy dziś żyje się nam lepiej, niż np. 100 lat temu, zdecydowana większość odpowiedziałaby twierdząco. No więc, jeśli jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Skąd wszechobecna depresyjność, skłonność do samobójstw, ba, nawet pojawienie się zjawiska usankcjonowanej eutanazji? Nie świadczy to wcale dobrze o dobrostanie psychicznym społeczeństw.

Dlaczego mając tak wiele, tak trudno nam się tym cieszyć? Bo może mamy nie to, co rodzi radość? A może zwyczajnie, w kakofonii zdarzeń, pośpiechu i notorycznego zmęczenia, nie mamy już siły i czasu na nią?

Mamy natomiast przymus bycia szczęśliwym i pozytywnie nastawionym do życia. Oraz poczucie, że jeśli nie spełniamy tego wymogu, to jest z nami coś nie tak . To oczywiście bzdura. Prawdziwemu, pełnemu życiu musi towarzyszyć pełna gama uczuć. Nie ma uczuć dobrych i złych. Są natomiast przyjemne i nieprzyjemne. Pierwsze traktujemy jako oczywiste i należne nam; drugie, jak coś, czego należy się pozbyć. Stąd min. głośne wołanie o legalizację narkotyków. Zapomina się, że nowe, i nieraz lepsze, rodzi się w bólach. Znosząc narkotycznym oszołomieniem oznaki dyskomfortu, nigdy nie dotrzemy do jego prawdziwego źródła, nie zdobędziemy się na refleksję, nie zmienimy tego, co uwiera i boli. Są oczywiście i korzyści. Podrasowani specyfikami, także tymi na receptę, nie stracimy pracy, będziemy bardziej konkurencyjni i skuteczni w wyścigu szczurów. A przecież z roku na rok pojawiają się za naszymi plecami młodsze, jeszcze silne swą świeżością, roczniki. Czy możemy sobie pozwolić na godne starzenie się, czy raczej musimy ją ukrywać, jak wstydliwą chorobę? To jest tak naprawdę pytanie o to, czy dajemy sobie prawo do życia niezakłamanego, zgodnego z naturalną koleją rzeczy.

Bardzo ciekawe zależności obserwuję między prawdziwą kondycją psychiczną (a co za tym idzie i fizyczną), a tzw. sukcesem zawodowym: im większy i bardziej spektakularny awans zawodowy, tym większe ubytki w sferze społecznej i emocjonalnej. Nie ma tu żadnej tajemnicy - doba ma tylko 24 godziny i jeśli lwią część energii spożytkujemy na pracę, życie osobiste będzie zaniedbywane. A mimo to panuje powszechne przekonanie, że to właśnie samorealizacja zawodowa (czytaj: materialna) da nam tak bardzo pożądane szczęście. On: "jeśli będę zamożny (wpływowy, sławny), stać mnie będzie na piękną i młodą żonę"; ona: "jeśli będę niezależna materialnie, nie będę musiała bać się zależności, odrzucenia i upokorzenia". Tylko, czy naprawdę o to chodzi? Gdzieś zgubiło się myślenie o drugim człowieku, jako o człowieku właśnie.

Pisząc tę notkę myślę o Przemku (imię zmienione), dawnym kibolu, którego nie złamały policyjne pały, ale korporacja, w której, chcąc się naprawić, zrobił karierę, a do terapii trafił z napadami lęku i paniki; strzęp nerwów. I o innych młodych ludziach, szukających rozpaczliwie szczęścia tam, gdzie go na pewno nie znajdą. I o swojej bezradności - mogę jedynie pokazywać inne wartości, niż te obowiązujące, ale jak mam być konkurencyjna wobec natarczywego, opartego w głównej mierze na ekonomii, przymusu cywilizacyjnego?



| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi


stat4u