<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>RADA NIE RADA</title>
    <link>http://jatyon.blox.pl/html</link>
    <description>Psychologia do codziennego użytku.&#xD;
Zaufaj, przeczytaj, wykorzystaj lub nie.</description>
    <lastBuildDate>Sun, 6 May 2012 20:37:33 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Zadra</title>
      <link>http://jatyon.blox.pl/2012/05/Zadra.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Nie żal, nie pretensja, nie uraza, nie zarzut. Zadra to coś o wiele mniejszego. W stosunku do wcześniej wymienionych ma się jak drzazga do kija bejsbolowego. Ale jest. I boli. Nie za bardzo. Nie na tyle, żeby zerwać stosunki lub nawet okazać niechęć. Nie wyrzuca się ulubionego kubka tylko dlatego, że ma niewielką rysę, a jednak smutno nam, że ta rysa jest.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie znam żadnych opracowań naukowych na temat zadry, muszę się więc oprzeć tylko na własnych doświadczeniach.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Po co w ogóle o niej pisać, skoro to taki drobiazg? A dlatego, że życie właśnie z drobiazgów się składa. Wydarzenia dramatyczne i wielkie zdarzają się rzadko i zazwyczaj dajesz sobie z nimi radę, a jeśli nie, to możesz szukać pomocy u specjalisty. Ze zwykłą, durną, często nawet kiepsko uzasadnioną zadrą nie będziesz się przecież obnosić, bo okazałbyś małostkowość i przewrażliwienie. Czasem, w czasie długiej terapii, która ciągnie się niemrawo i właściwie nie wiadomo, czemu jest tak źle, skoro jest tak dobrze, zadra wyłazi przypadkiem, jak koszula ze spodni i przestaje być elegancko i grzecznie, ale za zaczyna być pożytecznie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ktoś, kogo zadra dotyczy, zazwyczaj nawet nie domyśla się jej natury. Tak, czuje, że coś jest w relacji nie tak jak kiedyś, ale zazwyczaj bagatelizuje przyczynę. Nic takiego  się przecież nie wydarzyło, pewnie ma muchy w nosie, przejdzie mu. I zazwyczaj tak jest. Stosunki pozornie wracają do dobrej normy, ale nie są już tak oczywiście serdeczne dla jednej ze stron.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zadra może być bardzo niebezpieczna w sytuacji konfliktu Kiedy ważymy wszystkie teraźniejsze za i przeciw, to ona ostatecznie może przeważyć na niekorzyść związku.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; "A pamiętasz co twoja matka powiedziała do mnie na weselu Jasia?""Boże, to było 20 lat temu!". Fakt, dawno, ale zadra została. I robiła swoje. Przez 20 lat.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jeśli widzisz, że ktoś zazwyczaj ci bliski zaczyna patrzeć na ciebie inaczej, mówić inaczej, milczeć inaczej, to upewnij się, czy mimowolnie nie zraniłeś go czymś. I nie wierz w bajki o muchach w nosie. Zapewniam cię, że występują tam znacznie rzadziej, niż się mówi :)&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nikitaps@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://jatyon.blox.pl/2012/05/Zadra.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://jatyon.blox.pl/2012/05/Zadra.html</guid>
      <pubDate>Sun, 6 May 2012 20:37:33 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Bo po to są marzenia...</title>
      <link>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Bo-po-to-sa-marzenia.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Słysząc: "dojrzała kobieta", mówiąc: "nazbyt dojrzały na swój wiek", co właściwie masz na myśli? Pewnie istnieją jakieś naukowe definicje dojrzałości, ale mnie nie o ich przytaczanie chodzi, a o zastanowienie, co to właściwie dla mnie znaczy, co o niej wiem?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wiem, że ma jedynie pośredni związek z wiekiem. Bywają rozkoszne staruszki, które żyją tak, jakby ciągle miały naście lat: nieroztropne, chimeryczne, nieadekwatne w ocenie swoich możliwości i potrzeb. I odwrotnie - są nastolatki przerażające swoim realistycznym, gotowym planem na życie, bez wahań i rozterek. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wiem też, że dojrzałości trzeba się uczyć żyjąc. Literatura średnio tu pomaga. Czytasz i wydaje ci się, że rozumiesz. No właśnie, wydaje ci się. Przez dojrzewanie każdy musi przejść własną drogą.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Skąd wiadomo, że się dojrzało? Ano właśnie, to się po prostu wie, tak jak to, czy w domu panuje bałagan, czy ład. Oczywiście w twoim odczuciu. Ktoś inny może by i coś jeszcze poprawił lub wprowadził trochę luzu, ale to nie jego, a twój dom.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;  Wiesz, co jest naprawdę ważne, a co mniej istotne, czym warto się przejmować, a co można sobie odpuścić, co jest priorytetem , a co mogłoby być, choć niekoniecznie, choć fajnie by było. Znasz swoje prawdziwe potrzeby, nie ulegasz mobbingowi reklam, ani obowiązujących aktualnie trendów. Nie wszyscy muszą przypominać lalki Barbie i Kena i chwała Bogu, bo kto wtedy rodziłby dzieci i budował drogi? No i znasz swoje realne możliwości , umiesz zaakceptować swoje ograniczenia, bo każdy jakieś ma, i żyć z nimi w zgodzie. Te ułomności, które tak cię nieraz denerwują, to także ty - szanuj je i respektuj, a jeśli ci się to uda, to i inni spojrzą na nie z należnym im szacunkiem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; No i w tym miejscu dochodzimy do najtrudniejszego stopnia na drodze do dojrzałości: umiejętności spokojnej, pogodnej rezygnacji  z tego, czego mieć nie możesz, z tych czy innych względów. I nie oznacza to wcale, żeby wyzbyć się planów, ale żeby umieć oddzielić je od marzeń, a te mają to do siebie, że rzadko się spełniają, a jak już to głównie w literaturze lub w filmie. No bo po to są marzenia, żeby przywołać je przed snem, zamiast liczyć barany.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; "Jest majówka, cała Polska grilluje..." A g...o prawda! Może połowa, z czego połowa, "bo tak robią wszyscy". Mnie majówka nieodłącznie kojarzy się z kleszczem, którego przywlokłam pod zrujnowaną tłuszczem z kiełbaski bluzką, okropnej zresztą, ale z grilla (mowa o kiełbasce, nie o bluzce :) ). I z panami, którzy po kolejnym piwie są jeszcze nudniejsi niż zazwyczaj. I z rowerem, który kocham, ale w tym roku musi poczekać, bo nie mam ani czasu, ani siły. Moja majówka to mycie (w końcu!) okien, ogarnięcie siebie i mieszkania, w tym gotowanie na pół tygodnia naprzód, bo wtedy nie będę miała na to czasu; książka w przerwach; ulubione programy w TV w trakcie tego co wyżej; pisanie w trakcie porannej kawy bloga. Czy chciałabym inaczej? Jasne, że tak, ale na ten czas, na ten moment, to najlepsze, co mogę dla siebie zrobić i cieszę się, że mam taką możliwość, bo jak się to komuś wydaje oczywiste, to jest w ogromnym błędzie. Pamiętam i taką majówkę, kiedy, pomimo wybujałych planów i możliwości ich realizacji, wylądowałam na chirurgii szczękowej, a to, zapewniam, średnia przyjemność. Dziś więc z niekłamaną radością zabieram się do pracy, a kiedy starczy mi jeszcze sił na wieczorne marzenia, to będzie znaczyło, że jestem mocno do przodu.&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nikitaps@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Bo-po-to-sa-marzenia.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Bo-po-to-sa-marzenia.html</guid>
      <pubDate>Sun, 29 Apr 2012 07:46:05 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Chory terrorysta</title>
      <link>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Chory-terrorysta.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Choroba obłożna, a szczególnie choroba przewlekła jest trudnym doświadczeniem nie tylko dla samego chorego, ale i dla całej jego rodziny. Niełatwo pogodzić się z cierpieniem, bólem, stałym dyskomfortem i ograniczeniami. Różnie reagujemy i zachowujemy się w takiej sytuacji.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dziś chciałam napisać o tych, którzy chorobę, prawdziwą lub wyolbrzymioną, wykorzystują dla usprawiedliwienia i wyrażenia najgorszych stron swojej osobowości. Szantażując otoczenie emocjonalnie, najczęściej jednego opiekuna, zmuszają go do zupełnego podporządkowania się i swojego życia choremu. Obserwując sytuację z boku ma się wątpliwości, kto w tym całym chorym układzie jest bardziej pokrzywdzony. Nikt jednak, szczególnie z osób spoza ścisłej rodziny, nie ma wątpliwości, komu należy współczuć. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ja też nie mam, choć akurat odwrotnie. Nauczona doświadczeniem bacznie przyglądam się opiekunom i staram się im poświęcić jak najwięcej uwagi, bo wiem, że jako osoby zdrowe na co dzień takiej uwagi nie dostają. Przeciwnie, lekarze, pielęgniarki, dalsza rodzina stawia przed nimi często zadania przerastające ich możliwości, a wszystko w imię dobra chorego.  Rzadko ktoś powie coś doceniającego wysiłki opiekuna, no bo przecież to nie on jest poszkodowany. Jest. A w przypadku chorującego terrorysty w sposób okrutny. Terrorysta ma dwie twarze: jedną na użytek odwiedzających , drugą pokazuje tylko bliskim. Muszą jednak tę wiedzę zachować dla siebie, no bo jak to tak mówić źle o kimś cierpiącym? Trzeba sumienia nie mieć! Nie jest wcale zdarzeniem wyjątkowym, że częściej odchodzi "ten zdrowszy", bowiem opieka nad terrorystą jest wyniszczająca.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Oczywiście sytuacja, którą opisuję, nie mogłaby mieć miejsca bez zgody i uległości opiekuna, ale to już inny temat.&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedy tylko mogę korzystam, podobnie jak teraz, z okazji, żeby prosić, namawiać, zachęcać do wspierania opiekunów. Chory tego wsparcia ma dostatecznie dużo już z racji samej choroby.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I na koniec: obyśmy zdrowi byli! I nasze rodziny.    &lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nikitaps@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Chory-terrorysta.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://jatyon.blox.pl/2012/04/Chory-terrorysta.html</guid>
      <pubDate>Sat, 21 Apr 2012 09:11:18 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


