|
Blog > Komentarze do wpisu
Za wcześnieMagda była wcześniakiem, urodziła się za wcześnie. Walczyła, jak każdy wcześniak, o życie w szpitalu. Świat przywitał ją bólem kłutych rączek, szorstką opieką przypadkowych pielęgniarek, niedojrzałością układu nerwowego i pokarmowego. Określenie "niedojrzałość" brzmi niewinnie, ale tak naprawdę polega na tym, że mała istotka zmaga się z wyzwaniami, do których nie jest przygotowana: słyszy "za głośno", razi ją światło, boli brzuszek z jedzenia, którego nie potrafi trawić tak dobrze, jak urodzone o czasie noworodki. Tę walkę o życie wygrała. Odeszła za wcześnie, nawet nie wiadomo jak. Zwyczajnie - była, a potem już nie. Dane jej było pół roku życia. Tyle, żeby zacząć się nim cieszyć. Półroczne dziecko poznaje swoich opiekunów, jest ufne, lubi żeby je przytulać i bawić się z nim. Mam nadzieję, że jej krótkie życie było dobre. Bo śmierć nie była. Pisząc tę notkę chciałabym żebyś, choć przez chwilę poświęconą na jej przeczytanie, pomyślał o Madzi w czasie, gdy uwaga wszystkich krąży, przyjaźnie lub wrogo, nad jej rodzicami. Tyle się jej od nas należy. Bo przecież była. sobota, 04 lutego 2012, nikitaps
Tagi:
Madzia Waśniowska
TrackBack
Komentarze
2012/02/04 09:07:21
Też się zastanawiałam, ilu "znieczulonych" będzie miała na sumieniu tak kobieta. Wierzę, że niewielu.
Z wiadomych Ci względów to dziecko jest mi szczególnie bliskie. Jest dokładnie w tym samym wieku, co mój Okruszek :( 2012/02/04 10:23:16
Wiem, ta notka u Ciebie wcale mnie nie zdziwiła. W takich chwilach chyba tym bardziej odczuwasz jak ważna jest dla Ciebie.
Trzymajcie się cieplutko! 2012/02/04 12:23:57
o Madzi chyba wszyscy mysla sercami
ludzie jednoczyli sie w poszukiwaniach, a to znaczy ze potrafimy.... 2012/02/04 13:28:30
Avianco - to, że chcę jakoś wytłumaczyć matkę nie oznacza, że od 12 dni nie myślę całą prawie dobę o Madzi. Tak bardzo chciałam, żeby znalazła się cała i zdrowa. Nawet wczoraj późnym wieczorem pocieszałam się, że może ją sprzedano i żyje gdzieś bezpieczna i zdrowa. Napisałam notkę "gdzie jest Madzia?" bo tylko tyle mogłam. Płakałam nad nią, bo też tylko tyle mogę.
Myślałam o tym, że pewnie osobiście Cię to dotknęło. Mnie też, bo mój młodszy Zajączek choć trzy razy starszy jest bardzo podobny z buzi do Madzi. Gdy na niego patrzę to mi się serce ściska Wiesz, kiedyś z powodu śmierci dziecka straciłam wiarę. Nigdy jej nie odzyskałam, a śmierć Madzi jeszcze mnie od tego oddala. Pamiętam jak dziś dzień, w którym pierwszy raz nie mogłam się pomodlić. Nie przesadzam - opisuję stan faktyczny: po prostu nie mogłam. Daty co do dnia nie podam, ale było to na początku stycznia 2007r. gdy aresztowano zabójcę i gwałciciela Grażynki Janas z Wałbrzycha. Być może nie miałam pełnych danych, być może oparłam się na niesprawdzonych informacjach, ale w mediach w taki sposób przedstawiono wtedy sprawę. Mała dziewczynka (7 lat) wychowująca się w melinie, z matką alkoholiczką, ojcem alkoholikiem (mieszkającym osobno, ale tylko piętro wyżej) została wyjątkowo bestialsko zgwałcona i zamordowana przez sąsiada. Gdy słuchałam relacji o tej sprawie doszło do mnie, że ta bezbronna dziewczynka z pewnością prosiła sąsiada, aby jej nie krzywdził, jest duża szansa, że błagała Boga o pomoc, wołała mamusię, aby ją uratowała i co? I nic! Nie została wysłuchana. Umarła cierpiąc, z odbitym na malutkiej buzi protektorem buta. Z cała mocą wróciły wtedy do mnie słowa Jezusa: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7, 7). Zaczęłam nad tym myśleć. Wiedziałam, że jeśli człowiek prosi o głupstwa, o coś szkodliwego, o coś złego nie otrzyma tego - to logiczne. Ale doszło do mnie wtedy, że na całym świecie są miliony osób, które błagają z całą ufnością o uratowanie im życia i zdrowia, o życie i zdrowie swoich najbliższych, o pokój... I nie dostają tego. W tamtym dniu gdy wyobraziłam sobie Grażynkę (osobę niewinną, nieskalaną grzechem, bo jakie grzechy może mieć siedmiolatka) błagającą o to, aby Andrzej S. nie robił jej krzywdy, moja wyobraźnia poszła dalej znalazłam się przy łóżkach umierających dzieci i wyobraziłam sobie błaganie ich rodziców, aby nie odchodziły, znalazłam się na drogach Kongo i Kenii gdzie ludzie są mordowani i gwałceni, a ich błagania i modlitwy pozostają bez echa, pomyślałam także o obozach koncentracyjnych. I wiesz co? Stałam się pusta. 2012/02/04 16:20:06
@mankatoja
Zgadzam się z Tobą, nie jesteśmy nieczuli ani obojętni, ale możemy się takimi stać, gdy ktoś wydrwi nasze współczucie. 2012/02/04 16:24:58
@missjonash
Jestem osobą wierzącą, ale nie mam zdolności ewangelizacyjnych, więc nie umiem się odnieść do kwestii wiary lub jej braku. Nie napisałam notki w opozycji do Twojej-masz prawo współczuć komu tylko chcesz. Miałam jedynie zamiar przypomnienie, kto tak naprawdę jest ofiarą i komu należy się przede wszystkim nasza uwaga. I jeszcze jedno: jestem głęboko przekonana, że bezzasadne współczucie jest tak samo szkodliwe jak niereagowanie na zło. 2012/02/04 18:20:11
Tak? A komu szkodzę starając się zrozumieć tę dziewczynę? Poza tym wystarczająco chyba zaznaczyłam współczucie dla tej Madzi. Wiesz, gdy sądzono Barbarę S. założyłam, ze to zimna suka, która zaplanowała na zimno morderstwo synka. I okazała się niewinna. Nigdy już nie popełnię tego błędu.
2012/02/04 19:03:44
@missjonash
Proszę, nie odbieraj tego tak osobiście! Rozmawiamy, dyskutujemy, spieramy się o sprawę, a nie walczymy z sobą. Mam taką nadzieję :) Myślę tak: współodczuwanie jest rzeczą piękną, ale jak wszystko ma też złą stronę; współczucie nasze, chęć zrozumienia, a przez to samo i umniejszenia naganności uczynku, wprowadza rodzaj relatywizmu dobra i zła, a to już jest bardzo niebezpieczne; wracając do matki Madzi - oczywiście, że mi jej szkoda, ale postąpiła źle i trzeba o tym głośno mówić, żeby nie modelować właśnie swoim zrozumieniem i współczuciem zachowań potencjalnych naśladowczyń; czy uważam, że taki masz zamiar? Broń Boże! Natomiast gdy słyszę, nie po raz pierwszy (vide katastrofa smoleńska), usprawiedliwianie czyjegoś zachowania tym, że "po ludzku cierpi" i należy mu współczuć nie bacząc na to, co robi, odzywają się we mnie ostrzegawcze dzwoneczki: może i cierpi, ale poza tym, całkiem osobno, robi rzeczy naganne i to trzeba rozdzielić wyraźnie. Nie wiem, czy umiem to jaśniej wytłumaczyć. No i na Boga, Miss, nie musisz udowadniać żalu po stracie Magdy. To nie konkurs na to, kto bardziej cierpi, ale inne rozłożenie akcentów: ja staram się bardziej pokazać dziecko, Ty matkę. Może żadna z nas nie ma racji, może obie ją mamy, to nieistotne. Każda z nas wyraża swoje prawdziwe stanowisko i prawdziwe uczucia i to jest ważne. 2012/02/04 21:33:39
No pewnie, że dyskutujemy. Wiesz, ja bym nie mogła pracować gdybym nie starała się zrozumieć pacjentów. To zawsze są sprawcy przemocy (mniej lub bardziej). Ale w terapii stawiam im przed oczy ich złe uczynki. Jeśli proces idzie dobrze starają się zadośćuczynić swoim ofiarom, jeśli nie - będą znowu pić. Ale gdybym im nie współczuła tego co sami przeszli to bym ich znienawidziła. Muszę bowiem słuchać o biciu, zaniedbywaniu, zdradach, czasem nawet o samobójstwie dziecka z ich powodu. Dlatego muszę oddzielać ich samych od czynów bardzo rygorystycznie. Abym sama mogła dalej z nimi obcować i aby oni mogli się skonfrontować z podłymi uczynkami. To trudne.
Jeśli chodzi o matkę Madzi to głownie chodzi mi o to, że jeszcze nie wiemy do końca co się stało. Czy zamordowała dziecko, czy pozwoliła jej upaść, czy była świadkiem jak kto inny ją krzywdzi? To, że konfabuluje nie czyni z niej mordercy. Choć za tę konfabulację też powinna odpowiedzieć. Ona zostanie surowo ukarana. Sama się ukarała. Jest pariasem. W rodzinie, w otoczeniu, w Sosnowcu... 2012/02/05 05:59:26
Miss, już pisałam to wcześniej u Ciebie: wiemy dużo. Doczytaj to proszę spokojnie. Moje współczucie sięga momentu, gdy dziecku, z jakiegokolwiek powodu, stała się krzywda. To się może zdarzyć każdemu. Ale moje współczucie przestaje działać, kiedy mam przed oczami obraz, gdy na główkę tego dziecka sypie się gruz, kamienie i piach, tylko po to, żeby uniknąć odpowiedzialności.
Co do pracy terapeuty. To trudny zawód. Jeśli życie da mi szansę i nie przygniecie obowiązkami, to napiszę więcej w innym miejscu :) Życzę Ci chociaż dziś spokojnego dnia. 2012/02/05 09:41:32
2012/02/05 09:55:53
@Avianca
Wczoraj kątem oka (oczywiscie nie z medycznego punktu widzenia) ogłądałam relacje telewizyjne i zaczynam mieć mieszane uczucia. Owszem, cały czas uważam, że nie można linczować matki , ale gdy zobaczyłam jak spokojna i opanowana była w nagrany dzień po teoretycznym porwaniu programie "Uwaga" (wczoraj był fragment) w stanie tak głębokiej traumy jak śmierć dziecka (przecież znałą prawdę) - to zaczynam mieć wątpliwości. Z jej psychiką jest cos bardzo dziwnego. Z drugiej strony, co jest normą? Gdy moje dziecko miał dobry rok, wracałam z nim z zakupów. Syn siedział w wózku, takiej prostej spacerówce. W doczepionej do wóżka siatce miałam torebkę z jajkami. Wchodziłłam do klatki schodowej tyłem i nagle o coś zaczepiłam, lecąc do tyłu. Padając, najważniejsze było dla mnie, aby nie przewrócił się wózek. Walnęłma głową w ścianę, prawie straciłam przytomność, ale wózek się nie przewrócił. Do dzisiejszego dnia mam jednak poczucie winy, gdyż pamiętam, że najważniejszą myślą było dla mnie to, że jajka się stłuką.... 2012/02/05 15:09:32
@marzatela
No więc mamy bardzo podobne wyrzuty sumienia. Ja wiozłam syna w spacerówce, a na jej "rączkach) łóżeczko składane. Było lekkie, płócienne, nie mniej kiedy zawiał wiatr, a moja spódnica pofrunęła w górę tak, że Marylin Monroe wysiada :), najpierw łapałam spódnicę. Na szczęście "rączki" były dobrze wyważone i małemu nic się nie stało. Nawet się nie przestraszył skubany :), za to ja o mało nie umarłam w tym momencie. Jedyny normalny :) psycholog, jakiego słyszałam, Jacek Santorski, nazwał rzecz po imieniu i otwarcie bez ślimaczenia się i krygowania: psychopatia histeryczna. I tak jest. Czy nam się to podoba, czy nie tacy ludzie też są na świecie, a milcząc o tym fakcie stanu rzeczy nie zmienimy. Nie milcząc zresztą też nie :) |
|
Szkoda, że taki jest efekt tej sprawy. Madzia nie żyje, a spontaniczna akcja wielu szukających jej, rozwieszających plakaty, rozsyłąjacych zdjęcia w internecie okazał się oparta na kłamstwie.