Psychologia do codziennego użytku. Zaufaj, przeczytaj, wykorzystaj lub nie.
Blog > Komentarze do wpisu

Jakoś to będzie. Albo i nie.

Są ludzie, którzy wiodą życie jako ta ewangelijna panna roztropna: rozsądnie, planując i przewidując. Są i tacy, którzy jak literacki Piotruś Pan (może to być także kobieta) żyją podług zasady jakoś to będzie, czyli faktycznie bez zbędnych zasad i ograniczeń. O nich będzie ta notka.

Typ Piotrusia Pana ma wiele uroku. Jest wyluzowany, ma mnóstwo barwnych, nietuzinkowych pomysłów, lubi się śmiać i szybko zapomina o niepowodzeniach. Na tle wiecznie zestresowanych, zabieganych i zamartwiających się kolegów, wypada zdecydowanie atrakcyjnie i ponętnie. Do czasu. Życie tak już ma, że bajką nie jest, nieprzewidziane przeciwności się zdarzają, a jeśli dodać do nich te wynikające z niefrasobliwości - bywa ciężko. Piotruś Pan ma wprawdzie ciekawe pomysły, ale już żadnego pomysłu jak je zrealizować, bo jakoś to będzie. Tylko, że nie ma stanu "jakoś". Jest dobrze albo źle. Żeby było dobrze trzeba się deczko wysilić i jakoś tak się dziwnie dzieje, że ten wysiłek spada na partnera Piotrusia Pana, jeśli się w porę zorientuje. Jeśli nie, jest źle, ale co tam: "po latach będziemy się z tego śmiali". Może i tak, ale żeby tak było trzeba wytrwać z PP te lata, a to nie łatwe. Szybko się bowiem orientujesz, że jeśli PP mówi, że coś jest na pewno, to znaczy faktycznie, że ma takie wewnętrzne przekonanie, a sprawdzanie swoich przekonań nie leży w jego naturze. Ponadto PP uważa, że mieć genialny pomysł to wystarczy, żeby zbierać pochwały i zachwyty. A, że nie wyszło? No przecież to nie wina PP! On tego nie chciał, myślał, że wyjdzie. Masz wtedy na końcu języka, żeby może już lepiej nie myślał, bo to nie jest jego mocna strona, tylko jednocześnie uświadamiasz sobie, że jeśli go zwolnisz z myślenia, to kto będzie tym zadaniem wyłącznie obarczony? Ty. I koło graniaste się zamyka, a życie biegnie od przypadku do przypadku.

Z czasem jesteś coraz bardziej zmęczony PP, ale jeszcze ci go żal, bo faktycznie nie ma złych zamiarów, chce dobrze i jest taki...bezbronny. Wydaje się, że bez ciebie nie poradzi sobie nawet z zawiązaniem butów, zginie, zwiędnie jak piękny kwiat. Nic bardziej mylnego. Jeśli zdecydujesz się, z bólem serca, opuścić PP, po jakimś czasie znajdziesz go radosnego w innym wazoniku. Ludzie mają serca czułe na cudzą niedolę, szczególnie w tak uroczym wykonaniu.

 


niedziela, 01 stycznia 2012, nikitaps

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/01/01 16:27:08
Jestem raczej tą przezorną panną, ale czasem to tez bywa niefajne, życzę samych wzlotów, a upadków wręcz niezauważałnych i serdecznie zapraszam so seibie.
-
2012/01/01 18:21:58
PP to jednak w większości wypadków mężczyzna :)
Dziękuje za życzenia z nadzieją, że się spełnią.
-
2012/01/03 12:00:44
osobiście nie spotkałam PP -;) trudno mi oceniać. Może jednak pomiędzy stanem dobrze - źle, jest coś ? super dobrze, tak średnio na jeża -:) Bardziej ciekawe dla mnie jest to dlaczego niektorzy potrzebują PP :)
-
2012/01/03 16:56:50
PP nikt nie potrzebuje - jest zwyczajnie bezużyteczny :) Ale się przytrafia. Jak, nie przymierzając, biegunka :P
-
2012/01/03 20:21:39
Królik jeszcze przed chwilą miał dowcipnie i z męskiego punktu widzenia bronić Piotrusia Pana. Ale trafił na, nieco przeterminowane, TO i już mu nie jest dowcipnie. Nie może się pozbierać, chociaż wie, że dziennikarz z pewnością przejaskrawił, a czego nie sprawdził, to sobie domalował. Nie mieści się w króliczym łbie. Ratuj!...
-
2012/01/04 07:03:02
Króliku, chętnie przystąpię do akcji ratowniczej, ale nie wiem, o co chodzi :-/
-
2012/01/04 07:26:57
O link, który królik podrzucił . Jak można, po kilku latach oddać dziewięcioletnie dziecko do ośrodka opiekuńczego twierdząc, że stanowi zagrożenie? Nie zgadzając się na pomoc, proponowaną terapię. Właściwie chodzi o całokształt. Nie walczyłabyś o dziecko tylko oddała? No i jeszcze część komentarzy do artykułu. Rozumiem, że część autorów to ofiary polskiego systemu edukacji. Ale czy ludzie przestali już mieć uczucia?
-
2012/01/04 08:39:59
Jestem mało spostrzegawcza, linków nie dostrzegam koncentrując się na autorze i tym, co pisze :)
Nie, nie oddałabym, ale też nie potępiałabym bezkrytycznie - wolałabym wcześniej uważnie przyjrzeć się sprawie. Coś tych rodziców trzymało przy dziecku przez 9, pewnie niełatwych, lat. Coś się wydarzyło takiego, ze zachowali się tak radykalnie. Nie, nie szukam usprawiedliwienia, raczej chciałabym zrozumieć. Wiem na pewno, że relacje reporterów są, delikatnie rzecz opisując, tendencyjne. Sama przeczytałam kiedyś taką dotyczącą sprawy, która dobrze znałam i szczęka mi opadła. Skrzywdzono nie tylko dziecko, ale i (nieżyjącego już) rodzica.
Tak więc, Króliczku, nie bądź pochopny, życie nie jest biało czarne. W każdym razie to realne, nie dziennikarskie. Zastanawiam się np. jak bardzo środowisko przyczyniło się do tego, że rodzice wymiękli, np. przerzucając na nich całą winę za "złe zachowanie" dziecka.
-
2012/01/05 11:30:37
To jest dziewięciolatka. Czy takie dziecko może być aż tak złe? Czy dziecko, właściwie wychowywane od półtorarocznego maleńtasa, może sprawiać takie problemy? Czemu chcieli się pozbyć tak definitywnie? To mi nie daje spokoju. Bo artykuł, jak artykuł, dziurawy jest jak sito. W dodatku te brednie o braku chętnych do adopcji. O środowisku faktycznie nie pomyślałem. Ale żeby tak w wypadku dziewięciolatki?


stat4u