|
Blog > Komentarze do wpisu
Granice empatii"Rozumiem cię", "wiem, co czujesz". Pewnie nie raz słyszałeś te słowa. I pewnie mimo, że padły, nie raz wcale nie czułeś się zrozumiany. Empatia, czyli współodczuwanie, ma bowiem swoje granice. Jeśli nie przeżyłeś tego samego, to możesz sobie jedynie mgliście wyobrażać, jak to jest. Jak może np. kilkunastoletnia dziewczyna wiedzieć, co czuje stara kobieta? Nie może. Może się tylko domyślać, jeśli ma dobrą wolę zrozumienia. Brak lub ograniczenia w empatii wcale nie wykluczają współczucia: nie wiem, dlaczego tak cierpisz, ale wierzę, że cierpisz i chcę ci pomóc. Jeśli tak, to czy empatia jest w ogóle potrzebna? Może wystarczy zwyczajnie serdecznie wyciągnięta ręka, gotowość do pomocy? Czasem pewnie tak, ale nie zawsze. Bo nie zawsze chodzi o pomoc, a o zrozumienie uczuć właśnie. To dlatego ludzie chętnie gromadzą wokół siebie innych, z którymi łączy ich wspólny dramat i podobne przeżycia. To taki komfort, kiedy nie musisz nic mówić, bo wiesz, że i on to wie. W najgorszej sytuacji są tacy, których spotyka/spotkało coś rzadkiego, wyjątkowego. Zostają z tym niezrozumieniem sami, choć często wcale nie samotni. Mogą starać się wytłumaczyć, jak to jest, kiedy się tak dzieje lub milczeć. Często zostają "dziwakami", izolując się, wycofując w jedynie sobie znany świat. To przerażające, jak niewiele trzeba, żeby się w takim świecie znaleźć. I jak trudno z niego wrócić. Ten własny świat może jest pusty i samotny, ale bezpieczny: to taka ulga, kiedy już nie trzeba się z niczego przed nikim tłumaczyć. czwartek, 29 grudnia 2011, nikitaps
TrackBack
|
|